WebLion.pl - Zapiski Internauty

WebLion.pl - Zapiski Internauty
Forum.KasArt98.com - trzy lata w Sieci PDF Drukuj Email
  
Piątek, 24 Luty 2006 15:12
W dniu dzisiejszym Forum.KasArt98.com kończy trzy latka. Dla Użytkowników przygotowałem mały konkurs z małymi nagrodami. Zainteresowanych zapraszam do odpowiedzi na trzy pytania związane z Forum. Podpowiedzi można znaleźć wśród postów w dziale "Organizacja Forum".
 
Ruszył InterPatrol.pl PDF Drukuj Email
  
Sobota, 11 Luty 2006 23:55

Od dnia 24.02.2003 roku, kiedy to postawiłem w Internecie Forum.KasArt98.com minie za niecałe dwa tygodnie trzy lata. To Forum dało początek działalności w Internecie BOWI Group - grupie Internautów, którzy postanowili przeciwdziałać kradzieży własności intelektualnej. Rozwój wydarzeń spowodował powstanie kolejnych kierunków działań, co w rezultacie wpłynęło na utworzenie dwóch kolejnych (umownie nazwanych) sekcji. W styczniu tego roku, w oparciu o działalność sekcji II i III powstał InterPatrol.pl.

Więcej…
 
Fundacja TVN i ERA GSM PDF Drukuj Email
  
Sobota, 17 Grudzień 2005 02:23
Cytat: "Fundacja TVN i ERA GSM serdecznie dziekuja za okazana pomoc zyczac zdrowych i wesolych Świat Bozego Narodzenia" - w TVN'ie w Faktach wyemitowano materiał o dziewczynce, która poparzyła sobie około 80% ciała. Podano informację, że można wesprzeć akcję pomocy dziewczynce poprzez wysłanie SMS'a o treści POMOC na numer 7126. Koszt to tylko 1,22 pln, więc ani sekundy nie zastanawiałem się i takowego sesemeska postanowiłem wysłać.
Więcej…
 
Może poprawić stronę WWW? PDF Drukuj Email
  
Sobota, 22 Październik 2005 13:22

Jakiś czas temu napisałem w DI kilka słów o dzieciach zalewających rodzimy rynek hostingowy "firmami", których wiarygodność nie ma nic wspólnego z użytym właśnie terminem. Komentarze do tegoż artykułu były podzielone: część osób podkreślała fakt, iż ktoś w końcu o tym napisał, inne z kolei nic niestosownego i (o zgrozo) nic złego w tym nie widziały. Dziś chcę zwrócić uwagę naszych Czytelników na kolejny problem związany z usługami internetowymi. Chodzi mianowicie o tzw. webmasterkę.

Więcej…
 
Sympatyczna pani Basia PDF Drukuj Email
  
Piątek, 30 Grudzień 2005 21:30
Sympatyczna pani Basia, czyli zaufanie ponad wszystko.

Występują:
  • Przesympatyczna pani Basia
  • Pani Zuzanna W.
  • Pracownicy pewnego Banku w Toruniu

Więcej…
 
Może poprawić stronę WWW? - komentarze PDF Drukuj Email
  
Sobota, 22 Październik 2005 13:31
Po ukazaniu się w Dzienniku Internautów artykułu "Może poprawić stronę WWW?", Internauci w różny sposób komentowali przygotowany przeze mnie tekst. Zadziwiającym jest fakt, że nie wszyscy skupili się na problemie, którego ten artykuł dotyczył. W sumie napisano (stan na dzień dzisiejszy) 41 komentarzy. Przytaczam tu tylko kilka z nich...
Więcej…
 
Welcome to all the guests PDF Drukuj Email
  
Sobota, 10 Wrzesień 2005 22:42
In 1998 I wore heavy duty military shoes. That lasted until 2004 when I realized that the new reality of military service in Poland has become unbearable. That's why I retired.

During my military service in 1998 I happened to appear in the world of Internet. I have taken up many activieties that have brought me at least the minimal income, but loads of satisfaction. That's how I reached the ID ("Internet Daily") and the way wasn't easy. First of all in the "Internet Daily" I am managing discussion forum. I also write articles, news, which brings me a lot of pleasure especially when the editor-in-chief doesn't interfere in the text.

My main activity is introducing and maintaining the "BOWI PROJECT" in the WWW.
"BOWI" stands for BIURO OCHRONY WITRYN INTERNETOWYCH which means "WEB SITES PROTECTION BUREAU". Our aim is to clean the Internet and get rid of swindlers. Many Internet friends help me with that.

Three years ago (2003), with Krzysztof Szypulski (world wide web constructor), we created multi topic discussion forum where the main topic is webmastering. Some time passed by before we opened new section and thus the Forum.KasArt98.com has become the meeting "place" for quite a numerous group of Internet Users.

My place of residence is Toruń, but my work makes me live in the whole area of Poland - from the seaside to the mountains. My greatest nuisance is that the day lasts only 24 hours. I have a huge support in reaching my aims thanks to my wife Kathy and my kids.

In honour of my mates from England and me

My England Moja Anglia
Right after joining the European Union new possibilities appeared for Polish citizens. Among others there was a possibility to be employed abroad.
Polish television "TVN" broadcasted a programme about difficult fate of Poles who had left Poland to earn a good living in England.

I wanted to convince myself whether the broadcasted report was true or not and whether the Polish television "TVN" wasn't seeking a cheap sensation. Me and a friend of mine got on the plane to Luton. The flight from Berlin took less than an hour. My brother picked us up at the airport.

We got from London-Luton to Lutton - a village in the middle of nowhere, at 3 o'clock in the morning. What we saw there didn't fill us with optimism...
In an old semi-detached house dwelt 11 people, including my brother, another Pole, 4 Estonians, and 2 Lithuanians. It appeared that I stayed there for another two months.

Although my brother worked there for a month already he couldn't offer us anything else but a place to stay. For the first eight days we were looking for work on our own, but it was fruitless. We asked for work in Spalding, Boston and Long Sutton without any effects. On the eighth day we found an opportunity to work in Grantham, in Barford factory, 42 miles away. An agent from a Kiff, an Englishman who owned an employment agency and home that we lived in, came to pick us up. Rodney, that was his name, was Brazilian. It also appeared that he was Kiff's right hand.

We went to the factory. We got some well worn clothes and working shoes, than me and Krystian were put by the machine and after 15 minutes training we were told to start working. Machine cutting, I've never done that before, but I had a job that was the most important fact. It was a bit weird that we started working without a health & safety training.

After another 2 days we got our swipe cards which ment that we got a permanent job. The contract (written only in English) was signed a month later. Our rate was 5,60 an hour. Another fact is worth mentioning, the communication difficulties didn't allow us to understand some of the points of the contract and wage (payslips etc.). We didn't know what was the reason that once our wage was higher, the second time lower, the tax rates, National Insurance and so on...

We worked for 12 hours a day, from 6 a.m. to 6 p.m. To get to work on time we had to wake up at 4.30 and leave to Grantham 30 minutes later. During the day there was only one (unpaid) lunch break from 12.30 to 1 o'clock. After a couple of days my legs and lower back were killin' me because of the whole day standing by the machine. The pain was justified by the fact that for the previous several years I hadn't work physically at all. Thursday - the pay day was rewarding the pain and tiredness.
We paid 50 quid for flat, 30 quid for transport to work and up to 10 pounds for electricity, the rest was ours. We ate "economically" - first 3 weekes only the pasta with tomato sauce from cans. But we had to add some meat and veggies to our menu. The organism demanded that. After a month even the hamburger with Pepsi was mouth-watering. The feeling was simply inexpressible.

Everyday the reality of working in England was becoming brighter. In my opinion anyone who wanted to work there at that time could find employment even without knowledge of English. All you need to know is who to ask for work. Even in Spalding that we had visited there was quite a lot of work but we got to know that after several weeks.

I can't summarize it all in these short words. The longing for home was hightened by some upseting events of the everyday life. In the course of time even the monthly rent seemed to be very high. Fifty pounds for a place to lay your head, not for a room in a house with only one bathroom shared by 11 men. The price was too excessive comparing with the conditions of living. The transport to work wasn't cheap at all. In addition to that one person who stayed in UK a little longer told me that for such place to sleep we shouldn't pay more than 25 pounds.
Kiff (or maybe it was Rodney's idea) didn't want to hear anything of renting house on our own. The principle was that you work only if you fork out for the rent and for transport to work.

Where 11 hard working men live there must be trouble. The bathrom was always occupied, lack of order and dirty, working clothes in so called living room, the Estonians party music a bit too loud, English kids swearing at us.... it all was a pain in the ass.
My brother, Krystian and I made some efforts to move places. We hoped to move to Grantham.

The dream came true after two months which was a lot of time to think - first of all it made me realize how much I loved my wife Kathy and kids.

Tuż po tym jak Unia Europejska otworzyła granice, a wraz z tym pojawiły się nowe możliwości podjęcia pracy poza Polską, komercyjna Telewizja Polska "TVN", wyemitowała program o ciężkim losie Polaków, którzy wyjechali za chlebem do Anglii.

Chcąc przekonać się jak jest naprawdę i czy aby TVN nie szuka taniej sensacji, wsiadłem z kolegą do samolotu lecącego do Londynu-Luton.
Lot z Berlina trwał niecałą godzinę. Na lotnisko wyjechał po nas mój brat.

Z Londynu-Luton do Lutton, wiochy zabitej dechami, dojechaliśmy około 3:00 nad ranem. To co zastaliśmy na miejscu nie napawało optymizmem...
Z moim bratem mieszkał jeszcze jeden Polak. Oprócz tego w niewielkim piętrowym starym domu, w którym jak się później okazało spędziłem dwa miesiące, mieszkało jeszcze czterech Estończyków i dwóch Litwinów - razem 11 osób.

Choć mój brat pracował od miesiąca to oprócz mieszkania nie mógł nam zaoferować chwilowo nic więcej. Przez osiem dni szukaliśmy pracy na własną rękę, ale było ciężko. Pytaliśmy o pracę w Spalding, Bostonie i Long Sutton - jednak bez pozytywnego rezultatu. Ósmego dnia pojawiła się możliwość podjęcia pracy w odległym o 42 mile Grantham, w fabryce Barford. Przyjechał po nas pośrednik od niejakiego Kiff'a - anglika, który był właścicielem agencji pracy i domu, w którym mieszkaliśmy. Rodney, bo tak miał na imię pośrednik to Brazylijczyk, jak się okazało, był również prawą ręka Kiff'a.

Pojechaliśmy do fabryki. Otrzymaliśmy jakieś używane ciuchy i buty robocze, po czym postawiono mnie i Krystiana przy maszynach, a po piętnastu minutach instruktażu, kazano nam rozpocząć pracę. Obróka skrawaniem - nigdy tego nie robiłem, ale liczył się fakt, że podjeliśmy pracę. Dziwnym jednak wydało się to, że rozpoczęliśmy pracę bez jakiegokolwiek przeszkolenia BHP.

Po dwóch dniach wydano nam karty magnetyczne z naszym imieniem i nazwiskiem, więc było jasne, że przyjęto nas na stałe. Kontrakt (tylko w języku angielskim)podpisaliśmy jednak dopiero po przeszło miesiącu pracy. Za godzinę mieliśmy otrzymywać 5,60 funta brutto. Na uwagę zasługuje fakt, iż bariera językowa uniemożliwiała nam dokładne przestudiowanie kontraktu i orientację w kwitach dotyczących cotygodniowych wypłat. Nie wiedzieliśmy od czego zależy raz większy, raz mniejszy podatek, ubezpieczenie itd.

Pracowaliśmy po 12 godzin, od 6:00 do 18:00. Aby zdążyć do pracy, musieliśmy wstawać o 4:30, a najpóźniej o 5:00 wyjechać do Grantham.
W ciągu dnia była tylko jedna (bezpłatna) przerwa od 12:30 do 13:00. Po kilku dniach, nogi i krzyż od ciągłego stania przy maszynie dały znać o sobie. Ból był o tyle uzasadniony, że przez kilkanaście ostatnich lat nie pracowałem fizycznie. Jednak czwartkowe wypłaty wynagradzały zmęczenie.
Po zapłaceniu 50 funtów za mieszkanie, 30 funtów za dojazdy samochodem agencyjnym do pracy i 5-10 funtów za prąd, reszta zostawała dla nas. Jedliśmy bardzo oszczędnie - przez pierwsze trzy tygodnie non stop był to makaron w sosie pomidorowym. Później jednak musieliśmy dodać do naszego menu trochę mięsa i warzyw, gdyż domagał się tego organizm. Prawdziwe uczucie "nieba w gębie" sprawił mi po prawie miesiącu pracy w Anglii - hamburger z pepsi colą. Nie potrafię znaleźć odpowiedniego słowa, aby należycie oddać to uczucie :)

Z każdym dniem rzeczywistość pracy w Anglii stawała się dla mnie jaśniejsza. Praktycznie każdy kto tylko chciałby pracować, nawet przy nieznajomości języka angielskiego, mógłby taką pracę podjąć - wystarczy tylko wiedzieć do kogo zwrócić się z właściwym pytaniem. Nawet w Spalding, w którym byliśmy wcześniej, pracy było dość sporo, ale o tym dowiedzieliśmy się dopiero po kilku tygodniach pobytu.

Nie da się wszystkiego streścić w kilku słowach. Tęsknotę za domem potęgowały różne przykre zdarzenia z codziennego życia. Nawet stałe opłaty z biegiem czasu wydawały się wręcz rozbojem w biały dzień. 50 funtów za miejsce do spania (nie za pokój z wygodami) w domu, w którym jedna łazienka musiała starczyć 11 facetom, zaczęło wydawać się zbyt wygórowaną ceną, dojazdy do pracy też do tanich nie należały. Na dodatek, jedna z osób, która była już od dłuższego czasu w Anglii powiedziała mi, że za takie miejsce do spania powinno płacić się nie więcej jak około 25 funtów.
Kiff jednak (a może był to wymysł Rodneya) nie chciał słyszeć o wynajęciu domu na własną rękę - w myśl zasady: pracujesz tylko wtedy, kiedy bulisz za mieszkanie i samochód.

Gdzie żyje 11 dorosłych, ciężko pracujących mężczyzn, muszą w końcu pojawić się i zgrzyty. A to łazienka ciągle zajęta, a to brak porządku i brudne ciuchy robocze w pseudo-salonie, a to zbyt głośna muzyka Estończyków przy piątkowej, czy sobotniej imprezie, a to dzieciaki Anglików częstujące nas jakimiś głupimi tekstami...
Razem z bratem i Krystianem zaczeliśmy starać się o przeniesienie nas do innego domu agencyjnego. Mieliśmy nadzieję, że dostaniemy się do Grantham.

Tak się stało po dwóch miesiącach, które dały mi dużo do myślenia. Przede wszystkim uświadomiły mi, jak bardzo kocham swoją Kasię i dzieci.

To be continued...Ciąg dalszy nastąpi...


WARNING!
Copying text and photoes without my written permission prohibited.
UWAGA!
Kopiowanie tekstu i zdjęć, bez mojej pisemnej zgody, jest zabronione


Tłumaczenie: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć. .
 
<< Początek < Poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 9 Następna > Ostatnie >>

Strona 7 z 9

Potrzebna pomoc!

Reklama

LumiSfera

Reklama

Picasa

Helion poleca!

Moje miejsca

Sonda

Czy popierasz istnienie serwisów takich jak InterPatrol.pl
 

Link z opisem

Odwiedź strony:
UwolnijMarzenia.pl
Fundacja Pomocy Dzieciom i Młodzieży
iCMS - strony WWW
Projektowanie witryn i sklepów internetowych - iCMS - iSHOP. Kreowanie wizerunku w Internecie
SNUG.pl
Projekty instalacji gazowych, projekty stacji paliw i LPG
Szara.com
Okiem emigrantki - zapiski Małgorzaty Dosla
Foto-Bydgoszcz
Serwis fotograficzny Konrada Baśkiewicza poświęcony Bydgoszczy

Statystyki

364283
DziśDziś59
WczorajWczoraj61
W tym tygodniuW tym tygodniu401
W tym miesiącuW tym miesiącu299
OgólnieOgólnie364283